Ta strona używa plików cookies.
Polityka cookies    Jak wyłączyć cookies?
AKCEPTUJĘ
Kocham Radzyń Podlaski

  Kochamy nasze miasto i jesteśmy z niego dumni!

Radzynizmy – językowy skarb znad Białki

Radzyń Podlaski to nie tylko urokliwe miasto z bogatą historią i piękną architekturą, ale też miejsce, w którym wciąż żyje wyjątkowy język — pełen humoru, swojskości i charakteru. Ostatnio do redakcji portalu Kocham Radzyń Podlaski trafiła niezwykle ciekawa lista lokalnych powiedzonek i słów, czyli tzw. radzynizmów, zebranych i opisanych przez niezawodnego pana Andrzeja Kowalskiego.

Te barwne wyrażenia, przekazywane często z pokolenia na pokolenie, są świadectwem dawnego sposobu mówienia, a zarazem — wyjątkowego poczucia humoru mieszkańców Radzynia i okolic. Poniżej prezentujemy najciekawsze z nich, wraz z krótkim komentarzem.

Codzienność po radzyńsku

Zacznijmy od pogody, bo ta zawsze jest wdzięcznym tematem do rozmów. Kiedy za oknem deszcz i wiatr, radzynianin po prostu powie, że jest „plucha” — i wszystko wiadomo. Gdy coś nie idzie po naszej myśli, niektórzy z westchnieniem dodadzą: „dupa blada”, czyli — krótko mówiąc — marny z tego będzie skutek.

Z kolei, gdy sprawy przybiorą zupełnie zły obrót, to już „dupa Jasiu” — sytuacja bez wyjścia, z której trudno się podnieść.

Ludzie i ich przywary

W radzyńskim słowniku nie brakuje słów opisujących ludzkie charaktery. Ktoś niezdarny to po prostu „ciamcia”, a ten, kto gada od rzeczy — „klituś bajduś”. Jeśli spotkamy osobę wyjątkowo nieprzyjemną, może się okazać, że to „psiajucha” — człowiek, którego lepiej unikać.

Bywa też, że o kimś powie się z przymrużeniem oka, iż jest „jełopowaty”, czyli nieco głupawy, choć bez złej woli. A ktoś „jurny” to z kolei człowiek pełen życia, energii i temperamentu — czasem aż za bardzo!

Z życia wzięte

Niektóre radzynizmy mają w sobie prawdziwy urok codzienności. O „szczęściarzu” mówi się po prostu, że ma „farta”, a gdy ktoś coś palnie bez sensu, to „walnął jak łysy o beton”. Kiedy ktoś mówi od rzeczy, często usłyszy w odpowiedzi: „sraty taty”, czyli — „daj spokój, nie gadaj głupot”.

A jeśli w rozmowie zabraknie słów, zawsze można użyć uniwersalnego „aj tam” — wyrazu zakłopotania, gdy nie wiadomo, co odpowiedzieć.

Z dawnych czasów

Niektóre z wyrażeń przypominają o realiach dawnego życia. „Koza” to nie tylko zwierzę, ale też żeliwny piecyk, przy którym zimą ogrzewało się ręce i gotowało obiad. „Powiestka” to z kolei urządowe wezwanie — słowo, które dziś wyszło z użycia, ale dawniej budziło respekt.

A gdy ktoś długo nie może usiedzieć w miejscu, powiemy, że to „powsinoga”, czyli typowy włóczykij.

Z humorem i dystansem

Nie mogło zabraknąć też zwrotów, które rozbawiają samym brzmieniem. „Licho go wie” to nic innego jak „diabli wiedzą” — odpowiedź, gdy nikt nie zna prawdy. Gdy ktoś coś zepsuł, zniszczył, to „padło” — ścierwo albo padlina.

A na koniec – perełka wśród radzyńskich powiedzonek: „żeby nie ten dech, to by człowiek zdechł”. Jak tłumaczy pan Andrzej Kowalski, to żartobliwe określenie na… puszczanie bąków. Swojski humor w najlepszym wydaniu!

Skarb, który warto pielęgnować

Choć niektóre z tych słów mogą dziś brzmieć staroświecko, w rzeczywistości stanowią bezcenny element lokalnej tożsamości. Radzynizmy są jak rodzinne pamiątki — świadectwo dawnych czasów, a jednocześnie dowód, że język może być zabawny, dosadny i bardzo ludzki.

Warto więc, by nie zaginęły w codziennym pośpiechu. Bo jak mawiają starsi mieszkańcy Radzynia — „aj tam, aj tam, gadaj zdrów, byle po naszemu!”

 

Komentarze obsługiwane przez CComment

Kategoria: