Radzyński Ośrodek Kultury zapowiedział tegoroczny „Kozirynek”. Zapiszcie tę datę – 27 czerwca 2026 roku. Ale nie dlatego, że czeka nas impreza, jakiej jeszcze nie było. Właśnie w tym tkwi problem.
Bo prawda jest taka: Radzyński Jarmark Sztuki i Rękodzieła „Kozirynek” od początku miał swój klimat. Miał charakter. Miał tożsamość. I nie trzeba mu jej dziś „nadawać” pod hasłem folku, bo on z niej wyrósł.
To wydarzenie nigdy nie było pustą przestrzenią do dowolnego zagospodarowania. Powstało z konkretną ideą – jako miejsce spotkania twórców, rękodzielników, lokalnej kultury oraz autentycznego, żywego dziedzictwa. Nie jako scenografia pod sezonowe hasła i marketingowe „nowości”.
Problem nie polega więc na tym, że „Kozirynek” się zmienia. Problem polega na tym, że w 2024 roku został spłycony.
Pierwszym symbolicznym momentem tej zmiany było przeniesienie wydarzenia z historycznej ul. Ostrowieckiej. To miejsce nie było przypadkowe – niosło ze sobą kontekst, atmosferę i ciągłość. Zamiana tej przestrzeni na park, moim zdaniem, była dużym błędem. Być może wygodnym, może bardziej „uniwersalnym”, ale jednocześnie pozbawiającym wydarzenie części jego autentyczności. Zostało to zrobione na przekór. Mieszkańcom i wystawcom, którzy do tej pory zaczepiają mnie i zwracają na to uwagę.
Być może teraz pojawi się kolejny krok – przeniesienie imprezy na dziedziniec Pałacu Potockich. Reprezentacyjnie? Owszem. Efektownie? Być może. Ale czy prawdziwie? Zauważyłem, że przy braku pomysłu wszystko przenosi się na pałacowy dziedziniec i chwali się tym, jaki to mamy piękny obiekt, który „w końcu żyje”. Jakby była to zasługa tych, którzy najgłośniej to podkreślają.
„Kozirynek” nie potrzebuje pałacowej scenografii. Nie potrzebuje „nowego charakteru”. Bo jego siłą zawsze było to, że był blisko ludzi – dosłownie i symbolicznie.
Dzisiejsza narracja próbuje sprzedać „folk” jako coś świeżego, wyjątkowego, odkrywczego. Tymczasem brzmi to jak próba nadania wydarzeniu tożsamości, którą… ono już miało. Tyle że została ona po drodze rozmyta – przez decyzje organizacyjne, zmiany lokalizacji i coraz większe podporządkowanie wydarzenia formie zamiast treści.
Bo „Kozirynek” nie powinien być „eventem z folkowym klimatem”. Powinien być autentycznym świętem lokalnej kultury, które nie musi udawać czegoś, czym nigdy nie było.
Zamiast więc zapowiadać „coś wyjątkowego”, warto zadać sobie prostsze pytanie: czy nie lepiej wrócić do tego, co od początku działało?
Bo może największą nowością, jakiej dziś potrzeba, byłby… powrót do źródeł.
Komentarze obsługiwane przez CComment