Radzyń Podlaski doczekał się nowej, osobliwej atrakcji urbanistycznej. Oto na placu przy kultowej „Starej Straży”, tuż obok Przedszkola Miejskiego nr 1 i Biblioteki Miejskiej, rozkwitła strefa wyjątkowych przywilejów. Jeśli nie jesteś dyrektorem ani pracownikiem jednej z tych dwóch placówek, to właśnie zostałeś skreślony z listy obywateli godnych postawienia tam swojego auta.
O sprawie poinformowała nas zbulwersowana mieszkanka Radzynia, mama dowożąca swoje dziecko do przedszkola. Jak pisze, parking dotychczas służący wszystkim, decyzją Burmistrza i na wniosek Pani Dyrektor biblioteki zmienił status. Pojawiły się tabliczki z jednoznacznym przekazem: tu parkuje władza i jej zaplecze.
I tu pojawia się pierwszy, rewelacyjny wręcz absurd.
Zdjęcia nadesłane przez mieszkankę pokazują jasno - parking o godzinie 11:00 świeci pustkami. Miejsce jest, przestrzeni pod dostatkiem, ale postawić auta nie wolno, bo tabliczka chroni „święte rewiry”. Co więcej, pracownicy wspomnianych instytucji, zamiast korzystać z zarezerwowanego dla nich miejsca, wciąż blokują miejsca wzdłuż przedszkola. Można domniemać, że im nie można!? Może za mało się starali? Może nie zasłużyli? Może w takim razie według sugestii mieszkanki wzdłuż ulicy też postawmy znak: „Parking wyłącznie dla pozostałych grup zawodowych”? Wtedy przynajmniej podział byłby sprawiedliwy.
Druga wisienka na tym radzyńskim torcie to szary opel na lubelskich numerach. Auto stoi bez powietrza w kołach od ubiegłego roku, wrastając w podłoże i skutecznie strasząc i tak niezb ciekawy krajobraz. Zastanawiające, że pojazd kwalifikujący się raczej na złomowisko nie przeszkadza nikomu w urzędzie, ale rodzic odprowadzający dziecko do przedszkola na pięć minut staje się nagle intruzem.
Oczywiście w głowie wyobraźni już pobrzmiewa potencjalna odpowiedź magistratu: „Plac jest własnością miasta, poprzedni burmistrz coś dał, nowy ma prawo zabrać i zrobić to, o co prosi Pani Dyrektor z biblioteki”.
Tylko czy na tym polega sprawowanie urzędu? Czy Burmistrz nie powinien podejmować decyzji w oparciu o interes społeczny i dobro wszystkich mieszkańców, którzy ten plac utrzymują z własnych podatków?
Najgorsza w tym wszystkim jest ściana ognia, na jaką natrafiają mieszkańcy. Autorka zgłoszenia od tygodni bezskutecznie próbuje umówić się na spotkanie w ratuszu. Burmistrz jest jednak nieuchwytny, a dialog z obywatelami zastąpiły tabliczki zakazu.
Radzyń nie jest prywatnym folwarkiem, a mieszkańcy to nie zło konieczne, które można sukcesywnie spychać na peryferie miasta. Dziwi fakt, że wciąż milczymy i godzimy się na takie traktowanie. Plac przy „Starej Straży” powinien służyć każdemu, kto żyje w tym mieście, a nie tylko wyselekcjonowanej gwardii przywilejów. Czas chyba zacząć głośno pytać: panie Burmistrzu, dla kogo właściwie jest to miasto?
Tekst ukazał się na profilu Facebook KUBek Prawdy i został przedrukowany za zgodą autorów
Komentarze obsługiwane przez CComment