Cudze chwalicie, swoje poznajcie... (cz. 361)
Na końcu Ossowy (gm. Wohyń), na tak zwanej Starowsi, kończy się asfalt i zaczyna cisza. Droga rozchodzi się tu w trzech kierunkach świata, jakby każda z nich prowadziła do innej historii. W samym sercu tego rozstaju stoi krzyż – prosty, surowy, a jednocześnie przejmujący w swojej wymowie. Ufundowany w 1945 roku, tuż po zakończeniu II wojny światowej, jest świadectwem pamięci o tych, którzy nie wrócili do domu.
Krzyż wykonano z masywnych, nieociosanych drewnianych belek. Słoje i spękania są wyraźnie widoczne, jakby czas sam zapisał na nich własną opowieść. Drewno ma ciepły, miodowo-brązowy odcień, miejscami jest silnie popękane i spatynowane przez deszcze, śniegi oraz palące słońce minionych dekad. To nie jest gładka, odświętna kapliczka – to drewno, które przeżyło niemal tyle, co ludzie, którzy je postawili.
Na szczycie pionowej belki widnieje napis „INRI”. W miejscu przecięcia belek umieszczono niewielką, jasną figurkę ukrzyżowanego Chrystusa. Jej delikatność kontrastuje z ciężarem surowych belek. Poniżej, na pionowej części krzyża, wyryto słowa modlitwy – krótkiej, a zarazem pełnej ufności: „O BOŻE ZBAW BO MOŻESZ”.
Krzyż otacza niskie, metalowe ogrodzenie, stanowiące symboliczną granicę między codziennością a przestrzenią pamięci. U jego podstawy znajduje się pamiątkowa tabliczka z napisem: „Polsko Ojczyzno Nasza / 1939–1945 / odeszli twe syny / chwaląc Boga i twą potęgę / zginęli bez winy”. Na dole dopisano skromnie: „Fundatorem Jan Butrym 1945 r.”. Powyżej, w drewnie krzyża, można dostrzec inskrypcję, która niestety jest dziś nieczytelna.
Nazwisko fundatora nie jest dziś powszechnie znane, ale to dzięki jego inicjatywie w krajobrazie Ossowy pojawił się znak pamięci. W roku, gdy Europa podnosiła się z ruin, ktoś tutaj postanowił zatrzymać się na chwilę i postawić krzyż – nie tylko jako symbol wiary, lecz także jako pomnik tych, którzy „zginęli bez winy”.
Dziś krzyż na Starowsi wita wjeżdżających do wsi i żegna tych, którzy z niej wyjeżdżają. Jest niemym świadkiem codziennych spraw – przejeżdżających traktorów, pieszych wędrowców i dzieci wracających ze szkoły. A jednak wciąż przypomina o czasie, gdy rozstaje dróg znaczyły coś więcej niż wybór kierunku. Były symbolem utraty, nadziei i modlitwy.
W miejscu, gdzie kończy się asfalt, zaczyna się pamięć.
Komentarze obsługiwane przez CComment